Łączna liczba wyświetleń

piątek, 23 grudnia 2011

W Wigilijny Wieczór….

 
Zabiegani, zapracowani, zmęczeni przystańmy na chwilę. Ten rodzinny, magiczny Wigilijny Wieczór spędźmy w gronie najbliższych i cieszmy się ich obecnością…
Wspomnijmy tych, którzy już odeszli a którzy zawsze pozostaną w naszej pamięci.

Tato kochany, Ciociu Halino, Wujku Zdziśku, Wujku Kaziku - jeszcze rok temu byliście z nami przy Wigilijnych stołach. Dzisiaj czeka na Was pusty talerz i nasze stęsknione serca…



 
Życzenia chciałabym przekazać za pomocą wiersza Ks. Jana Twardowskiego. Jakże trafne, ponadczasowe słowa…


Pomódlmy się w Noc Betlejemską


Pomódlmy się w Noc Betlejemską
Noc szczęśliwego rozwiązania,
By wszystko nam się rozplątało;
Węzły, konflikty, powikłania.

Aby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki,
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

I aby w nas złośliwe jędze
Pozamieniały się w owieczki,
A w oczach mądre łzy stanęły
Jak na choince barwne świeczki.

Aby wątpiący się rozpłakał,
Na cud czekając w swej kolejce,
A Matka Boska – cichych, ufnych –
Jak ciepły pled, wzięła na ręce.


 Wesołych Świąt  życzy Asia z rodziną.













wtorek, 13 grudnia 2011

Czuję już w kościach….:)

Tak, tak, poczułam ją wczoraj wieczorem. Poczułam świąteczną atmosferę. Na razie jest to taki nieśmiały błąkający się uśmieszek na mej twarzy ale to już zawsze coś. Jeszcze tylko ten tydzień przeminie, który obfituje w testy kompetencyjne u dzieci w szkole, a już w weekend się wyluzuję…. Wczorajszą świąteczną atmosferę poczułam robiąc stroiki na święta. Zrobiłam stroik dla mamy (nie zdążyłam obłocić, tak się właścicielce spodobał), stroik do pracy i wreszcie stroik do mojego mieszkanka. Stroik, jak sama nazwa wskazuje, jest rustique. Czyli w prostej formie ale mi się bardzo podoba. Jedyna ozdoba, to śnieg na szyszkach….:)





Ale najbardziej jestem dumna z mojego wianka. Doczekały się swoich 5 minut szyszki istebiańskie, które przywiozłam z Istebnej z majowego weekendu. Duże są, piękne… Kilka słomianych bombeczek i ta dam…. Oczywiście zdjęcia z mojego aparatu nie oddają klimatu wianka.





A ze spraw, które warto „zanotować” w dzisiejszym raporcie. Zakupiłam już część prezentów (uff), jutro mam zamiar robić kolejne świąteczne dekoracje dla siebie i koleżanek z pracy. To wszystko przeplatane pracą zawodową, zakupami codziennymi, ogarnianiem mieszkania, gotowaniem, pieskami i oczywiście najważniejszymi osobami, czyli dziećmi i R. 
Moja 9 – letnia córka zaskakuje mnie poważnymi rozmowami w najmniej odpowiednich momentach. Otóż wczoraj, ścieląc łóżka oznajmiła mi, że Julka to jej powiedziała, że Mikołaja nie ma! Hm… nie byłam przygotowana do tej rozmowy…Wiadomo, ścielenie łóżka to nienajlepszy moment… ale cóż trzeba było dorastającej pannie jakoś delikatnie wytłumaczyć tą kwestię. Powiedziałam jej, że to rodzice i rodzina są Mikołajami, bo tak naprawdę, to właśnie najbliższe osoby znają swoje dzieci i wnuki i chcą dla nich jak najlepiej. Tak naprawdę, to jesteśmy dla nich Mikołajami na co dzień przez cały rok, bo przecież każdego dnia chcemy im dać wszystko co najlepsze i bardzo je kochamy. A to największy dar….. Nie wiem, czy mi się udało delikatnie przez to przejść. Kiedy ja byłam mała i Święty Mikołaj przychodził do mnie i brata, to były najpiękniejsze chwile w roku… 
P.S. z dzienniczka trudnych pytań mojej córki: Mamo a co to znaczy „nie popłaca”? Ech….
Pozdrawiam:)

sobota, 10 grudnia 2011

Gdzie jest śnieg?

Kiedy będzie śnieg? Pytają się moje dzieci. Pewnie w marcu:) Na razie śnieg jest na moich ostatnio poczynionych pracach. Bajkowe, śnieżne, świąteczne lampiony, muzyczna bombka, czy brama do ogrodu marzeń... Nic na to nie poradzę.  Strasznie lubię takie klimaty.
A w mieszkanku zaczyna się robić pomału świątecznie. Porządki poczynione, zasłony poprane, okna umyte, śledzie pływają w zalewie. Niestety prezenty jeszcze w głowie. Wybrałam się wczoraj do jednego z centrów handlowych ... i zaraz z niego uciekłam. Zbiorowa histeria przedświąteczna, do której i ja się pewnie dołączę niebawem:) Miłej niedzieli.











Nie mogłam się oprzeć, lampiony wieczorową porą.
 Taki sobie mizerny śnieżek spadł w piątek... Zaraz stopniał i zamienił się w wielogodzinny deszcz...

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Przespać listopad i obudzić się w grudniu.

Listopad chętnie bym przespała. Chociaż w tym roku był wyjątkowo dla nas łaskawy, to i tak już nie mogłam się doczekać jego końca. Listopad kojarzy mi się ze smutkiem i pożegnaniem z aurą jesienną… 
W listopadzie dopadł mnie smutek. Smutek taki ogólny związany z małą ilością słońca i witaminy D ale też i smutek prywatny. Niedługo z R. zaczniemy nowy rozdział w życiu. Nie wiem jaki będzie? Może dobry, może zły… W listopadzie miałam złe przeczucia, w grudniu musi to się zmienić. Musi się udać… nie ma innego wyjścia.
Dość!
Jest grudzień i czas oczekiwania na przyjście Pana. Na święta najpiękniejsze w roku. To będą też pierwsze święta bez taty....
Pomału organizuję czas na prace porządkowo – dekoracyjne oraz kulinarne. Już upiekliśmy z dziećmi pierniczki, no i powstały dekupażowe butelki.
Złe myśli precz!
Kilka zdjęć, ku pamięci:)