czwartek, 23 lutego 2012

Ach, poczuć się jak księżniczka

Kiedy byłam w wieku mojej córki marzyłam o tym, żeby mieć swój własny pokój. Ja dzieliłam swój ze starszym o 8 lat bratem. Takie były czasy, że niektóre rodziny mogły tylko pomarzyć o swoim własnym kąciku. My mieliśmy całkiem duże mieszkanie dwupokojowe. Ale, ale … mimo wszystko, marzyłam skrycie o swoim pokoju. Gdy mój brat kończył podstawówkę, ja ją zaczynałam, gdy on był w technikum i słuchał ostrej muzy, ja się uczyłam rosyjskiego. Gdy on chciał przyprowadzić koleżankę, ja musiałam poszukać innego lokumJ Przykłady można by mnożyć... Więc marzyłam, żeby się ożenił i wyprowadził z domuJ Czekałam na tę chwilę do 17 roku życia. Po tylu latach, wreszcie miałam pokój dla siebie. Zaczęło się przemeblowywanie, przemalowywanie i ozdabianie. Już wtedy ręce mnie świerzbiły i wyciągały do puszek z farbamiJ W pokoju miałam gierkowską meblościankę, zresztą któż jej nie miał. Były w niej półki, szuflady i barek. I właśnie ten barek mi służył za biurko. Kolor meblościanki, taki jak wszystkich innych. Bliżej nieokreślony kolor brązowy. Dobrze tylko, że lakier nie był na wysoki połyskJ Miałam wtedy fazę na black & white. Machnęłam cały regał właśnie na takie kolorki. Zmieniłam uchwyty na drewniane kulki, które też przemalowałam. Zważywszy, że prawdopodobnie używałam farby olejnej, wyszło super. Serio, nikt nie miał takiego regału. Był pojemny i bardzo młodzieżowy. Pod pędzel poszło także stojące w pokoju pianino i krzesło. Pamiętam, że mama kupiła mi wtedy dywan ze skórek, nową narzutę i zasłonki. Cały pokój czarno-biały. Największy koszt, to dywan, reszta, jakieś drobne kwoty. Jaka byłam z siebie dumna, że własnymi rękami sama dokonałam przemiany. Czułam się wspaniale, jak księżniczka. Już wtedy poczułam, że do pełnej harmonii mego życia, potrzebny jest też odpowiedni wyglad otoczenia, w którym przebywam. Wspierała mnie w tym wszystkim mama, która bardzo we mnie i w efekt wierzyła. Nie każda rodzicielka, przypuszczam, pozwoliłaby swojej ratolośli na paćkanie farbą wystanej w długiej społecznej kolejce, meblościanki.
Teraz moje dzieci mają własne pokoje. Trochę nie doceniają tego faktu. Co innego czekać 17 lat na swój pokój a co innego, mieć go od urodzenia. Ale cieszę się, że tak się ułożyło, że je mają. Chciałabym im pomóc wykreować w pokojach swój własny, niepowtarzalny klimat, w którym się będą dobrze czuli. Syna pokój ciągle ewoluuje. Zmienia się muzyka, to zmieniają się plakaty na ścianach. Suma sumarum, jego marzeniem jest mieć cały pokój na czarno przemalowany, o czym na razie rozmawiamyJ Ale raczej, mam nadzieję, do realizacji tego pomysłu nie dojdzie. Najważniejsze w jego pokoju jest biurko. Duże, szerokie, przestronne. Oczywiście kupiłam je używane i zostało przemalowane. Mimo delikatnego stylu ludwikowskiego, dzięki zastosowanemu kolorowi, zrobiło się bardzo chłopięce. Na pewno kiedyś się pojawi na blogu.
Ale wróćmy do księżniczki. Moja córka jest kochana, ponieważ podobają jej się wszystkie moje metamorfozy meblowe i wnętrzarskieJ Dlatego, jak przytargałam do domu stare zniszczone łóżko ze stelażem, mówiąc jej, że oto właśnie będzie jej nowe królewskie łoże, kiwnęła tylko głową i spytała się, kiedy skończę malowaćJ Kochana moja, wiedziała, że z tych 4 kawałków drewna i czegoś metalowego, wyczaruję jej królewskie łoże. Miała tylko jedną prośbę, żeby nie było białe, tylko w uwielbianym przez nią kolorze niebieskim. Bawiłam się trochę kolorami, trochę białego, trochę błękitnego. Zastosowałam też rozwodnioną farbę akrylową, ponieważ nie chciałam, żeby kolor był za bardzo kryjący. Łóżko ma stylizowane ludwikowskie nóżki i piękny dekor. Zresztą zapraszam do oglądania zdjęć.

Oto łóżko po metamorfozie







 I przed.



Dlaczego sięgnęłam pamięcią do moich szczenięcych lat? Ponieważ, w tamtych ciężkich czasach, gdy jeszcze nie wszystko można było dostać na rynku, wiele pomogła mi mama. Może nie malowała mebli ze mną, ale uszyła mi zasłonki, jeździła po sklepach w poszukiwaniu farb i uchwytów i po prostu trzymała kciuki. Teraz ja chciałabym zaszczepić moim dzieciom miłość do pięknych przedmiotów. Te przedmioty nie muszą być drogie, żeby pięknie wyglądały. Moje dzieci mają meble za parę groszy ale za to są wygodne, funkcjonalne i niepowtarzalne. Tak naprawdę, najdroższy element wszystkich mebli mojej córki, to materac. Tu nie ma na czym oszczędzać. Na pewno, gdy będą chciały przeprowadzić jakąś metamorfozę, zawsze będą mogły mi o tym powiedzieć. A ja jak tylko będę mogła, to im w tym pomogę.
Wracając do łóżka, najpiękniejszy dla mnie jest uśmiech mojej córci jak patrzy na łóżko i jej słowa gdy kładzie się spać: „Ach mamuś, czuję się jak księżniczka!”J



niedziela, 19 lutego 2012

Metamorfoza półeczki na przyprawy

Jakiś czas temu zakupiłam w klamociarni za grosze półeczkę na przyprawy. Nie była za urodziwa ale wiedziałam, że nie obejdzie się bez farby i pędzla. Trochę odstała sobie, nabrała mocy urzędowej i ta dam!!! Teraz o wiele bardziej mi się podoba. Zastosowałam farbę akrylową, świeczkę i dodałam napisy. O ile półeczki były drewniane i farba po oczyszczeniu łatwo sie rozprowadzała, tak korki od buteleczek były plastikowe i trochę więcej zachodu mnie to kosztowało:) Ale efekt mnie zadowala. Ponieważ za oknem szaro-buro, zdjęcia robiłam pod oknem, gdzie zazwyczaj stacjonuje lwica salonowa - Fela. Przyglądając się co Pańcia wyrabia z aparatem, żeby dobre zdjęcie wyszło, nie jedno pewnie jej przychodziło do głowy:)

Przed




Po 



I w docelowym miejscu.



A tak rozkwitł przez tydzień walentynkowy hiacynt.


A już niedługo przedstawię kończący się projekt łóżka dla córki, czyli z cyklu metamorfozy ale też, nieciekawe, nieprzydatne, zapomniane a przeze mnie ukochane i niepowtarzalne. To znaczy, to co tygrysy lubią najbardziej:)
Pozdrawiam w niedzielne popołudnie.

niedziela, 12 lutego 2012

Aj law ju:)

Trochę z przymróżeniem oka podchodzę do Walentynek. Ale przecież nie sposób przejśc obojętnie wobec masy pięknych walentynkowych gadżetów. W związku z tym zakupiłam za całe 15 zł walentynkową doniczkę z hiacyntami. Ależ mi się podoba:) A moim dzieciaczkom, kubki do herbaty. Dla córeczki, trochę mniej tematycznie, bo kubek z pieskiem, ale całośc ładnie się komponuje.





Także, życzę wszystkim miłego, kochliwego nie tylko wtorku, ale i pozostałych dni roku:)

niedziela, 5 lutego 2012

Ludwik

 Ten ludwik był obiektem mojego pożądania od dawna. Zresztą wszystkie ludwiki chętnie bym do domu przygarnęła. Ten jest piąty i na tym się nie zakończy. Ale do rzeczy. Kupiłam wypoczynek. Co prawda był tylko z jednym fotelem ale właściwie, drugi mi niepotrzebny a i nie byłoby gdzie go postawić. W moich marzeniach tapicerka miała być szara albo ecru. No ale jak wiadomo nie trafiłam do jakiegoś salonu z meblami gdzie mogłam przebierać w paletach materiałów tylko był to zakup z drugiej ręki... Ale ten kolor tapicerki też mi się podoba a co najważniejsze, jest w bardzo dobrym stanie. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym coś w nim nie przemalowała. Pierwotnie elementy drewniane były w kolorze oryginalnym, czyli dębowym. Ale je pobieliłam, żeby pasowały do reszty mebli w salonie. No i teraz pasuje. Aha, meble są nieeeeeeeeeeesaaaaaaaaaaaamowicie wygodne.
Ponieważ, jak się wchodzi do mojego mieszkania z klatki, od razu w całej krasie widać ludwiczka. Zawsze patrzę na reakcję znajomych albo kolegów i koleżanek dzieci. Więc przeważnie jest to mina z otwartą buzią i z dużymi okrągłymi oczami. O dziwo młodzieży się podobają mebelki (albo z grzeczności tak mówią) a u starszych – zawsze wzbudzaja jakieś emocje. Wobec moich ludwiczków nie można przejść obojętnie. A ja z R. ciągle powtarzamy cytat z jednego z naszych ulubionych filmów „Dzień świra” – Pośród ogrodu siedzi ta królewska para.








I pierwotny stan.



Szlifowanie


I moja wierna pomocnica przy praniu tapicerki.



Już jutro.... Wesołych Świąt