Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 24 lutego 2013

Komiksowa szafka

Dzieci rosną, gusta się zmieniają, pojawiają się idole, fani. Jak za tym nadąrzyć, sprostać marzeniom. Skąd wziąć pieniądze.
Synowi się zamarzył remont pokoju. Tzn. chciałby zmienić kolor ścian. Całe szczęście, że nie chce czarnych. Chciałby szare. Okazja nadarzy się pewnie na wiosnę. Przy okazji zmiany dachu na budynku, zostaną wymienione w jego pokoju okna dachowe. Co za tym idzie, będzie brudno, zakurzy się, trzeba będzie coś załatać i przemalować. Wtedy, to przemalujemy jego pokój. Do przemalowanego pokoju przydałyby się też jakieś nowe meble. Młodzieżowe, oryginalne, jedyne w swoim rodzaju. Szare... Najlepiej z motywem komiksu. Tak chciał syn.
Mamie natomiast nawinęła się pod rękę stara szafka nocna i ............... stare przeczytane już komiksy z Hansem Klosem. Wzięła się chyżo za pracę. Efekt zadowolił nawet mnie:)
Jak można nazwać taką technikę? Cóż przecierki akrylowe i .... chyba swego rodzaju decoupage:)
Komiksowe tkaniny już widziałam. Straaasznie drogie. Ale komiksowych mebli jeszcze nie.

Zwłaszcza z naszym polskim idolem. Agentem J 23:)



 





I w docelowym miejscu.





Dziewczyny. Jeżeli chciałybyście zrobić podobny mebelek, to dajcie znać. Służę radą. A i jakiś komiks też się dla Was znajdzie:)

A tak wyglądała szafka przed metamorfozą.
 Najdroższy w tej szafce był dorobiony sosnowy blat. 40 PLN:)



                                                               Pozdrawiam:)



czwartek, 21 lutego 2013

Niebieskie plamy w sypialni

Po pierwsze mam już dość zimy.
Po drugie zostało mi trochę błękitnej farby.
Po trzecie znalazłam na strychu dawno zapomniany obraz.
Do tego trzeba dodać jeden wolny dzień w pracy, szczypta chęci i wyobraźni.
Zmieszać wszystko razem (nie wstrząsać), odczekać kilka godzin i mamy dwie niebieskie plamy w sypialni.
Teraz można już sobie pomarzyć o błękitnym niebie i turkusowym morzu w Chorwacji.
Oczywiście jest tak ponuro na dworze, że zdjęcia nie oddadzą rzeczywistego koloru. Musicie mi wierzyć na słowo, jest błękitnie:)

Moja strukturka.



 


piątek, 1 lutego 2013

Pudełko na proszek i jeszcze raz ubranko na świecę.

W nawiązaniu do poprzedniego posta, moja mama zrobiła jeszcze jedno ubranko. Tym razem na świecę. Bardzo mi się podoba i jest oryginalne. Szczerze mówiąc nigdy za bardzo nie podobały mi się sztywne tiulopodobne wstęgi, które kupuje się w sklepach a które mają za zadanie ozdabiać chrzcielne świece. A tu proszę bardzo.
Pomysł prosty a efektowny :)




Co mają wspólnego chipsy tortilla z proszkiem do prania? Otóż mają. Wspólne opakowanie. W okresie okołosylwestrowym w sklepie n literę L. pojawił się zestaw chipsów z sosami w całkiem sporym pudełku. Chipsy zjedzone a natura chomicza kazała mi zostawić opakowanie na zaś...:) No i doczekało się. Wymyśliłam sobie z niego całkiem zgrabne pudełko na proszek do prania. Moje poprzednie było już delikatnie mówiąc, mało efektowne. Teraz żałuję, że nie kupiłam wtedy jeszcze jednego opakowania. Miałabym komplet: do koloru i do białego prania.

Tak wyglądało pudełko, kiedy służyło do tego, do czego miało służyć:)


A tak wygląda po przeróbkach.


 Do koloru:)



I w docelowym miejscu.


Z rozbiegu, jak już mnie wena chwyciła, to pod pędzel poszło pudełko metalowe po ciasteczkach i tekturowe po prezencie. Powiem szczerze, że wykorzystałam napisy z książki, którą znalazłam dawno, dawno temu na... hm... śmietniku. A było to tak dawno, że o decoupage jeszcze się w Polsce nie śniło:)












 

Pozdrawiam serdecznie:)