Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 13 grudnia 2011

Czuję już w kościach….:)

Tak, tak, poczułam ją wczoraj wieczorem. Poczułam świąteczną atmosferę. Na razie jest to taki nieśmiały błąkający się uśmieszek na mej twarzy ale to już zawsze coś. Jeszcze tylko ten tydzień przeminie, który obfituje w testy kompetencyjne u dzieci w szkole, a już w weekend się wyluzuję…. Wczorajszą świąteczną atmosferę poczułam robiąc stroiki na święta. Zrobiłam stroik dla mamy (nie zdążyłam obłocić, tak się właścicielce spodobał), stroik do pracy i wreszcie stroik do mojego mieszkanka. Stroik, jak sama nazwa wskazuje, jest rustique. Czyli w prostej formie ale mi się bardzo podoba. Jedyna ozdoba, to śnieg na szyszkach….:)





Ale najbardziej jestem dumna z mojego wianka. Doczekały się swoich 5 minut szyszki istebiańskie, które przywiozłam z Istebnej z majowego weekendu. Duże są, piękne… Kilka słomianych bombeczek i ta dam…. Oczywiście zdjęcia z mojego aparatu nie oddają klimatu wianka.





A ze spraw, które warto „zanotować” w dzisiejszym raporcie. Zakupiłam już część prezentów (uff), jutro mam zamiar robić kolejne świąteczne dekoracje dla siebie i koleżanek z pracy. To wszystko przeplatane pracą zawodową, zakupami codziennymi, ogarnianiem mieszkania, gotowaniem, pieskami i oczywiście najważniejszymi osobami, czyli dziećmi i R. 
Moja 9 – letnia córka zaskakuje mnie poważnymi rozmowami w najmniej odpowiednich momentach. Otóż wczoraj, ścieląc łóżka oznajmiła mi, że Julka to jej powiedziała, że Mikołaja nie ma! Hm… nie byłam przygotowana do tej rozmowy…Wiadomo, ścielenie łóżka to nienajlepszy moment… ale cóż trzeba było dorastającej pannie jakoś delikatnie wytłumaczyć tą kwestię. Powiedziałam jej, że to rodzice i rodzina są Mikołajami, bo tak naprawdę, to właśnie najbliższe osoby znają swoje dzieci i wnuki i chcą dla nich jak najlepiej. Tak naprawdę, to jesteśmy dla nich Mikołajami na co dzień przez cały rok, bo przecież każdego dnia chcemy im dać wszystko co najlepsze i bardzo je kochamy. A to największy dar….. Nie wiem, czy mi się udało delikatnie przez to przejść. Kiedy ja byłam mała i Święty Mikołaj przychodził do mnie i brata, to były najpiękniejsze chwile w roku… 
P.S. z dzienniczka trudnych pytań mojej córki: Mamo a co to znaczy „nie popłaca”? Ech….
Pozdrawiam:)

1 komentarz:

  1. Ładne naturalne dekoracje. No, faktycznie pytanie trudne? A mój Janek (12) choć zna prawdę, mówi że Mikołaj jest i cały czas bawi się w wysyłanie do niego listów. Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mojego Zacisza. Ania:)

    OdpowiedzUsuń