Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Upał...

Upał...

Jeszcze zipię... Kilka pryszniców w ciągu dnia, kilka litrów wody z listkami mięty i zakaz gotowania, czyli obiad w pizzerii. To mój dzisiejszy sposób na przetrwanie upału.


Nie powstrzymało nas to jednak przed odwiedzinami w Willi Miracle http://willamiracle12.blogspot.com/. Przed południem spacerowaliśmy w takich okolicznościach przyrody:






W tygodniu powstało kilka słoiczków szczawiu i konfitury z dzikiej róży. Mniam:)



I może nie odkryłam ameryki, może Wam ten patent jest już dobrze znany, ale ja go nie znałam dotychczas. Otóż, papierowe etykiety świetnie przyklejają się do słoiczków, jeśli je chwilę pomoczymy w mleku. 


Ponadto, w związku z ostatnio podjętymi planami donoszę, że biurko zostało już oszlifowane i w tej chwili przechodzi zabieg ubijania różnych stworków, co to dziurki w ilościach hurtowych porobiły w drewnie. Szczególnie upodobały sobie nogi od stołu. Co prawda, nie jestem pewna, czy one tam rzeczywiście są, czy już się wyprowadziły. Jednakże, na wsjakij słucziaj, jak mawiają Rosjanie, potraktowałam je odpowiednią chemią.
Niechybnie mam zamiar potraktować je także szpachlą do drewna tu i ówdzie, aż nadejdzie radosna chwila – malowanie.
Z innych nowin należy zauważyć, że nieletni poczuli powiew wakacji i „(…) nic, ale to kompletnie nic nie mamy zadane, mamo (…)”. Ach, jak im zazdroszczę tego młodzieńczego czasu, końca szkoły, wyczekiwanych wakacji, luzu i blusu. A tak niedawno całkiem, jakieś sto lat temu, nie mogłam się doczekać, aż będę dorosła. No to masz babo, doczekałaś się dorosłości. „Fabryka” wzywa codziennie i nieubłagalnie do swojego gmachu a wizja emerytury jeszcze tak odległa. Odpocznij sobie babo przez dwa tygodnie wakacji w roku i ciesz się, że w ogóle masz tą swoją „fabrykę”. Nie narzekaj, bo wielu ich nie ma…
A takie przemyślenia krążą po głowie a to z racji nieletnich, co to im już wakacjami pachnie.    


 Pozdrawiam upalnie:)


Peonie w kryształach, czyli powiew PRL-u

Peonie w kryształach, czyli powiew PRL-u

Jestem z dekady lat siedemdziesiąt i w sumie siłą rzeczy, nic nie pamiętam z tego dziesięciolecia:) Za mała byłam. Za to bardzo dobrze pamiętam lata osiemdziesiąte. Nie wchodząc w szczegóły politycznych spraw, które się wtedy toczyły, bo nie o tym mowa, okres ten zapamiętam przez pryzmat gierkowskich meblościanek, wąskich wersalek i makatek na ścianach, niskich ław a na nich serwet płóciennych w przeróżnych, aczkolwiek, burych kolorach. No i oczywiście obowiązkowo w każdym domu była kolekcja kryształów. 

Gdzieś tak trzydzieści lat temu o tej porze, w pewnym mieszkaniu na pięknym Muranowie na takiej właśnie ławie stał kryształowy wazon a w nim piękne różowe peonie przywiezione z działki pod Warszawą. Ten właśnie obraz tkwi w mej pamięci i wywołuje uśmiech i tęsknotę za dawnymi szczenięcymi latami. To jeden z obrazów rodzinnego domu…



Teraz, kryształy stały się passe. A przecież nasze matki kupowały je i eksponowały na honorowych miejscach meblościanek i na stołach. Kupując je nietanio często myślały, że podzielą się nimi z córkami, jak te dorosną i wyjdą za mąż. Będą miały pamiątkę po swoich matkach. Jednakże, kryształy zniknęły z mieszkań. Prawie nikt nie ma kryształowych wazonów, kielichów na wino, wódkę, ciężkich popielniczek (pamiętacie je?)... Zniknęły gdzieś w tajemniczy sposób lub zostały sprzedane przez internet, jako niechciane prezenty od swoich babć, matek, ciotek i chrzestnych matek.


Myślicie, że jak zakładałam rodzinę, to chciałam wziąć ze sobą mamine kryształowe cudaki pod swój własny dach? Ja, nowoczesna młoda żona, która swoje pierwsze gospodarskie zakupy robiła w Ikei?  Nie, oczywiście, że nie chciałam. W moim domu wszechobecne były szklane, gładkie kielichy na wino, do szampana… Wazony były ceramicze, gładkie w jednym kolorze. 


No ale los tak chciał, że kielichy wybijały się w tempie błyskawicznym a tu goście za progiem. Pewnego razu na prędce, pożyczyłam komplet kryształowych kielichów do wina od mamy. Jakie wrażenie zrobiły na mnie kolory tego trunku w krysztale, jakie wspaniałe uczucie, gdy trzymało się ciężkawy kielich czerwonego wina w dłoniach…

Potem pojawiły się kieliszki kryształowe do koniaku. Goście się zachwycali… Następnie zjawił się wazon, bo akurat brakowało mi takiej wysokości w mieszkaniu. Potem…. a potem znowu….


I tak kolekcja kryształów i ozdobnego szkła się powiększa. A mi z tym dobrze.
A Wy dziewczyny, zostało Wam coś jeszcze kryształowego w mieszkaniach, domach?




Majowo

Majowo


Muszę się przyznać, że nie miałabym nic przeciwko temu, żeby zamiast chodzić do pracy i pracować przez osiem godzin, że tak powiem - umysłowo, pogrzebać motyką w ziemi, powyrywać chwasty, podlewać rabatki i cieszyć oko kwiatami i zielonością.


Nie miałabym też nic przeciwko temu, żeby bolały mnie wieczorem plecy od ciągłego schylania się do ziemi, żebym miała brudne ziemią paznokcie i żebym, ogólnie mówiąc, padała na pysk wieczorem po fizycznej pracy.


W ogóle nie miałabym nic przeciwko temu, żeby przestać pracować w wielkim mieście i stać się nie pracującą żoną i matką.


Dlaczego takie rozważania?
Maj, to według mnie najpiękniejszy miesiąc roku.


A w maju najpiękniejsza pora dnia - poranek, nie dla mych oczu. Nie dla mych stóp poranna rosa i nie dla mych uszu wiosenne trele.


Od poniedziałku do piątku nie ma mnie dla rozkwitu przyrody, dla coraz piękniej rozwijających się pączków na drzewach, dla kwitnących jabłoni i wiśni. Nie dla mnie słonko łaskoczące po nosku na spacerze.
A takie me przemyślenia majowe…



W maju zdarzają się też przyjemności. Od Beatki http://iamhungryforideas.blogspot.com/ dostałam miłe wyróżnienie.



 Dziękuję Ci Beatko dla Ciebie bez:)



Tradycyjnie nie chciałabym wyróżniać innych blogów, bo wszystkim dziewczynom, które są kreatywne i tak pięknie żyją wokół nas, należy się WYRÓŻNIENIE. 


Ale na odpowiedzi chętnie odpowiem:)


1) Do jakiego miejsca chętnie wracasz wspomnieniami?

   Do Muranowa w Warszawie, gdzie się wychowałam.

2) Co najbardziej cenisz w ludziach?

   Dobroć i miłość do ludzi i zwierząt a także pozytywną energię.

3) Jakie jest Twoje hobby?

    Odnawianie mebli, przerabianie co się da, decoupage i upiększanie swojego mieszkania.

4) W jaki sposób lubisz spędzać wolny czas?

   Na łące, w lesie, na wsi, z dala o miasta.

5) Co lub kto dodaje Ci skrzydeł?

   Każda ukończona przeze mnie praca, ład wokół mnie, moja rodzina (jak nie podpada:)) oraz pewna pozytywnie nakręcona i mega energiczna i pomysłowa blogerka, która niestety milczy już od kilku miesięcy.

6) Czy potrafisz się śmiać z siebie?

   Bywały takie chwile.

7) Gdzie zamierzasz się wybrać w kolejną podróż?

   Nie wiem, to będzie pewnie kwestia chwili.

8) Co w życiu jest dla Ciebie najważniejsze?

   Rodzina i stabilność pod każdą postacią.

9) Jaką kuchnię preferujesz?

  Lubię różne kuchnie ale chyba najbardziej włoską,

10) Jaką książkę możesz mi polecić do przeczytania?


  "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafona

11) Czego nie lubisz robić?
    
Chodzić do lekarza i ostatnio mam kryzys pracowy:)
|

Pozdrawiam  z bzami w tle, bo je uwielbiam i na nie właśnie przyszedł czas:)

Jak dobrze wstać skoro świt...

Jak dobrze wstać skoro świt...

To, że mój organizm nie potrzebuje dużo snu, ma swoje zalety. Dzień staje się automatycznie dłuższy, można przynieść na śniadanko świeże bułeczki no i można w samotności spacerować porankiem po wiosennym lesie.







Dzisiaj skoro świt, zamiast przekręcać się na drugi bok, obudziło mnie coś. Coś kazało mi wstać i powędrować rano z psiakami do lasu. A las przywitał mnie słoneczkiem, zapachem wilgotnej ziemi, zielonością i koncertem ptasiego trelu.





Nie ma dla mnie nic piękniejszego, niż poranek w wiosennym lesie.




Pozdrowienia wiosenne:)
Wieje wiosną od wschodu

Wieje wiosną od wschodu

Wieje wiosną od wschodu... Pamiętacie tę piosenkę Andrzeja Rosiewicza?:) Dzisiaj powiało, oj powiało. Chmury suną po niebie, słońce zagląda w okna od rana. Jak cudownie, od razu zaczyna się coś chcieć:)
A że wiosna się zbliża, świadczą np. takie smutne znaki.
Ruszyły wyręby pod nowe domy i mieszkania. Miejsce od wielu lat odwiedzane przez miejscowych psiarzy, zaczyna zmieniać swoje przeznaczenie. Jeszcze parę dni temu rosły tu piękne wieloletnie drzewa. Kasztan, który jesienią miał piękne owoce, wykorzystywane przeze mnie do wielu dekoracji, zakończył swój żywot... Akacje, dęby, sosny... Płakać się chce...



Kasztan

Mam nadzieję, że to drzewo zostanie. Nie wiem ile może mieć lat. Ale patrząc na grubość konaru.... kilkadziesiąt jak nie set...


Przy okazji wyrębu, zebrałam gałęzie do wazonu. A one, tak jakby chciały ostatni raz zabłyszczeć, wypuszczają pąki w błyskawicznym tempie.




Przy okazji psich wędrówek, znalazłam takie cudo. Wyczyszczone i wysuszone zaprezentowało się tak.


Po 30 minutach, tyle ile się gotował makaron do rosołu, zaprezentował się tak:)


Trochę farby białej, trochę turkusowej i metoda suchego pędzla.



Marzyły mi się ptaszki w środku. Ale takich akurat pod ręką nie znalazłam...



Kolejne zwiastuny nadchodzącej wiosny. Psy wyległy na balkon. Pojawiły się jakieś natrętne muchy:)


Pyszczek do słońca:)

Jak tu się nie wylegiwać na słońcu, jak termometr wskazuje taką temperaturę...:)
Serio:)

I trochę zielonego na balkonie.



 Czemu nie:)

Słoneczko wszystkim przesyłam:)


Copyright © Renovatio Joanna Grabowska , Blogger