wtorek, 12 lipca 2011

Historia mieszkania i spotkanie starego z nowym.


Właściwie od tej historii powinnam zacząć swoje blogowanie. Chciałabym, aby ten blog był zapisem moich zmagań z „materią”, tzn. przeobrażeń wnętrzarskich (i nie tylko), zmian, przemeblowań w mieszkaniu, różnego rodzaju robótek. Chciałabym w nim pokazywać, to co robię w kierunku wystroju mieszkania oraz jak niejednokrotnie można polubić (zmienić) stan „zastały” po przeszłości. Chciałabym też, żeby znalazły się w nim zapiski dnia codziennego. A więc to, czego na co dzień doświadcza córka, żona, matka, koleżanka w różnych dziedzinach życia. Będę pewnie niejednokrotnie na blogu „jęczeć” ale też i cieszyć się z rzeczy przyziemnych a jakże ważnych. Nie ukrywam, że jest zachwycona projektami i wnętrzami blogerek, które prawie codziennie wirtualnie odwiedzam w ich domach i zachwycam się. Blogi te są dla mnie inspiracją. A jeżeli moje poczynania będą kiedyś dla kogoś miłe w obrazie, to będzie mi bardzo miło.
A więc mieszkanie. Pierwsze nasze mieszkanie kupiliśmy 10 lat temu na tym samym osiedlu, na którym obecnie mieszkamy. Pierwsze mieszkanie miało trzy pokoje i było urządzone, tak jak się może urządzić młode małżeństwo. Urządzaliśmy się dłuuuuugo a kiedy już się urządziliśmy, to je sprzedaliśmy. Było przytulnie, kolorowo. Taki właśnie wtedy mieliśmy stan ducha. Do tamtego mieszkania przeprowadziliśmy się z dwuletnim synkiem, tam się urodziła nasza córka. Dobrze nam się mieszkało, aż zapragnęliśmy czegoś nowego, większego. Nie było łatwo przejść do czynu. Trzeba było sprzedać obecne mieszkanie, żeby kupić coś większego. Oczywiście nie obyło się bez kredytu. Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ po kilku miesiącach szukania mieszkania, znaleźliśmy je tuż obok, na tym samym osiedlu, tylko w innym bloku. Kiedy je zobaczyliśmy od razu się w nim zakochałam. Wiedziałam jednak, że mieszkania na tym osiedlu są bardzo drogie. Tak też było, cena nie dla nas do „przełknięcia”. Ale poprzednia gospodyni była chyba zdesperowana, bo spytała się ile możemy dać. W ten sposób utargowaliśmy 10% i pozostał już tylko drobny szczegół….. sprzedać nasze mieszkanie i dostać kredyt…….J Pełni optymizmu byliśmy. Ale pięć lat temu były inne czasyJ W mediach „trąbili”, że branie kredytu we frankach będzie utrudnione, że nowe wymogi, itp. Rynek nieruchomości oszalał. Wszyscy chcieli nagle kupić mieszkanie na starych zasadach, najlepiej małe. Nasze mieszkanie mimo, że nie należało do najmniejszych (66 m2), było stosunkowo niedrogie, bo znajdowało się na peryferiach Warszawy. Także za cenę naszego mieszkania można było kupić w warszawie ok. 40 m2.  Toteż chętnych było dużo. Finalnie sprzedaliśmy je po dwóch miesiącach (to były czasy….) z kredytem też nie było dużych problemów. Suma summarum od powzięcia decyzji o zamianie mieszkania do przeprowadzki minął niecały rok i byliśmy szczęśliwymi posiadaczami 103 metrowego, dwupoziomowego mieszkania ze strychemJ Z perspektywy czasu patrzę, że mieliśmy cholerne szczęście. Taki metraż w stolicy. Ale nie zapomnę jak 10 lat temu kupując nasze pierwsze mieszkanko płakałam, że mieszkam, przepraszam za słownictwo, na zadupiu, bez sklepów, dróg, praktycznie bez komunikacji. Autobus jeździł co godzinę lub 1,5 były też prywatne autokary. Zresztą dzielnica moja 10 lat temu nie była dzielnicą Warszawy a metr mieszkania kosztował 1800 PLNJ! Lata mijały a sytuacja bytowo-mieszkaniowa się zmieniała. Na lepsze. Zostaliśmy wchłonięci do Warszawy, powstały piękne drogi, chodniki, ścieżki rowerowe, szkoły, sklepy. Komunikacja na 5 z plusem. Cóż, stare mieszkanie sprzedaliśmy już po cenie warszawskiej aczkolwiek znacznie niższej niż byśmy otrzymali w centrum stolicy. Dlatego też, przy niewielkim kredycie (jak na dzisiejsze realia), mogliśmy pozwolić sobie na kupno czteropokojowego mieszkania. Tak też się zaczęła przygoda z urządzaniem. A kiedy to moje mieszkanie wreszcie ostatecznie urządzę i stwierdzą, że to już koniec, że już wszystko mi się podoba i nic więcej nie trzeba…. , to będzie koniec świataJ
Co lubię? Lubię styl prowansalski, schabby chic, rustykalny…. lubię styl greckich tawern wiejskich domków zalanych słońcem. Lubię co stare, romantyczne co ma duszę, co można odkurzyć od zapomnienia  i nadać mu nowe życie. Pewnie wszystko po trochu się u mnie w mieszkaniu miesza ale dobrze nam z tym. Musiałam też polubić meble, które zostały po starych lokatorach. Mam na myśli kuchnię. Ponieważ jest całkiem przyzwoita, nie ma sensu ani pieniędzy, żeby ją zmieniać. Może kiedyś…. Ale zaprzyjaźniłam się z nią i trochę udobruchałamJ Mam w głowie jej lifting za nieduże pieniądze ale to jeszcze za jakiś czas. Nie zaprzyjaźniłam się jedyniez dwoma łazienkami, które zastaliśmy. Po trzech latach od przeprowadzki zrobiliśmy remont naszej łazienki. Łazienka dzieci musi jeszcze trochę poczekać.

A teraz z rzeczy, które ostatnio zmalowałam….:) Długo szukałam szafki pod sprzęt TV. Wszystko co znalazłam nie odpowiadało naszym wyobrażeniom. Albo za nowoczesne, za błyszczące, za ciemne w końcu za drogie. Wreszcie znalazłam w klamociarni dziwną szafkę. Ni to komoda, no to półka. Nie wiem w jakim celu mogła być używana. Dla mnie gabarytowo była w sam raz. Niewysoka, wąska ale długa. W sam raz na TV i kino domowe. Stan jej w momencie zakupu był…. delikatnie mówiąc nieużytkowy. Nawet właściciel sklepu nam ją odradzał. Ale od czego wyobraźnia. Trochę skrobania i szlifowania, trochę patyny i lakieru i oto jest. Myślę, że nieźle wyszło biorąc pod uwagę jej stan początkowy. Nowe za starym się spotkało, jak to często w życiu bywa J




5 komentarzy:

  1. Asiu ta szafka jest cudowna,az trudno uwierzyc ze masz ja z klamociarni!!Najpierw witrynka teraz to cudenko...piekne to Twoje mieszkanko.
    Stare z nowym musi sie spotkac i ''dogadac'' innego wyjscia nie ma, sprzetow zwlaszcza tak duzych gabarytow do szafy schowac sie nie da, one poprostu musza nam sluzyc:)
    Widze piekne lustro i stoliczek-wszystko mi sie u Ciebie podoba.Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Leandro. Bardzo bardzo mi miło, że do mnie zaglądasz i że Ci się moje mieszkanie podoba oraz moje nowe stare mebelki. Nie ma chyba nic bardziej oczyszczającego dla mnie jak wybrudzić się farbą i dać nowe życie starej rzeczy. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam. Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Asiu, bardzo mi się u Ciebie podoba:) Salon jest taki jasny i przestonny, no super, witrynka prezentuje się genialnie!!!! Dodaję Cię do moich ulubionych !
    Buźka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję bardzo za komplementy i za odwiedziny na moim blogu.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Asiu,za to jak pieknie odnawiasz meble,za Twoj talent do aranzacji wnetrz przyznalam Ci wyroznienie,zapraszam po odbior na mojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń

Już jutro.... Wesołych Świąt