piątek, 31 maja 2013

O sprzątaniu będzie mowa, czyli ZARAZ, POTEM, ZA PIĘĆ MINUT, PO WIADOMOŚCIACH!

Sprzątanie zwane przeze mnie „relaksem”, to od zawsze rzecz oczywista. Czy byłam depeszowym dziewczęciem w podstawówce, czy punkową licealistką, czy roztrzepaną studentką, ład i prządek musiał być.


I w przeciwieństwie do moich dzieci, nikt nie musiał mnie do sprzątania zaganiać. Sprzątałam zawsze w sobotę wspólny z bratem pokój, kuchnię i łazienkę. To były moje obowiązki, które jednak nie wykonywałam z obrzydzeniem. Po prostu od zawsze czułam się i czuję dobrze w czystym mieszkaniu. Bałagan i nieład wokół, powoduje u mnie zły nastrój, źle się czuję w takich pomieszczeniach, gubię się. Dlatego pewnie, ten obowiązek nie powoduje u mnie dreszczy i w sumie wolę sprzątać niż gotować. Myślę, że przy odrobinie organizacji utrzymanie porządku nie jest trudne. Chciałabym się podzielić kilkoma refleksjami, które mi przyświecają w walce z bałaganem. Pewnie ich wszystkich nie wymienię. A może się wstydzę, bo i tak już nazywana jestem pieszczotliwie terminatorem a i znam takie przemiłe osóbki , które się na mój widok pukają w czoło. No cóż każdy ma jakiegoś bzika. Moim bzikiem jest porządek.
1. Sprzątam codziennie. Tzn. takie oczywiste, codzienne rzeczy, które się w ciągu dnia zbierają. Piorę i prasuję w miarę możliwości przez cały tydzień. W czwartek np. sprzątam lodówkę, nie mylić z zamrażarką, czyszczę mikrofalę.
Kuchnia przemalowana przeze mnie.


Moje dekorki.


2. Dokładne sprzątanie odkładam na piątek po pracy. Choćbym nie wiem, jak była zmęczona, to wolę to zrobić w piątek, niż zawalać sobie sobotę. Sprzątając w piątek mam dwa pełne dni wolnego.
3. Sprzątam z góry na dół. Czyli najpierw ścieram kurze, wycieram blaty, na końcu odkurzam i myję podłogi, ale to oczywiste.
Podstawą jest zasada, że każda rzecz ma swoje miejsce. Więc teoretycznie, gdy się ją odłoży na miejsce, bałaganu nie powinno być wcale. W związku z faktem, że jednak ideałów nie ma, rzeczy wszelakiej maści wędrują w moim mieszkaniu uparcie wszędzie tam, gdzie ich być nie powinno. Na wyróżnienia w tym względzie zasługują (kolejność przypadkowa): ubrania, podręczniki i zeszyty szkolne, plecaki, klucze, kosmetyki, naczynia brudne, puste butelki, które to zawsze ZARAZ mają zostać zaniesione do kuchni, laptop, buty, kapcie, smycze, dokumenty, kalendarze książkowe i o zgrozo puste koperty po rachunkach (dlaczego są włożone w miejsce na rachunki skoro można je wyrzucić) i puste opakowania po czymś w lodówce (po co są zostawiane, mają mi się niby przydać do robótek dekupażowych????) uff…itp.

Biblioteczka


Wróćmy do sprzątania.
4. Raz na miesiąc myję plafony, przecieram glazurę, terakotę, „kąpie” kwiaty, zmieniam pościel – nawet częściej.
5. Myję okna, jak są brudne a nie jak święta „idą”. 
6. Kilka razy w roku robię generalny przegląd ubrań i butów. Wszystko, czego nie nosimy albo z czego wyrośliśmy, zostaje oddane do PCK lub innym dzieciom.

Garderoba


7. Okrycia wierzchnie sezonowo są wynoszone na strych, na zmianę. Buty, trzymam w pudełkach, w których je kupiliśmy. Te które nosimy sezonowo, stoją w szafce podręcznej i na półce. Ideałem byłoby je tam wstawiać za każdym razem po przyjściu.

Przedpokój


Widok ze strychu.


8. Lekarstwa są średnio raz w roku przeglądane i przeterminowane wynoszone do apteki.
9. Zabawki, jak dzieci były małe, były często przeglądane i albo zepsute wyrzucane albo oddawane młodszym. Teraz ten problem jest w zaniku. Część zabawek jest jeszcze u Liwii w pokoju a część na strychu. Czeka na wnuki. Nigdy nic nie wiadomo.
10. Raz na jakiś czas przeglądam płyty z muzyką, grami i filmami. Naprawdę w tak zwanym między czasie dużo się znajdzie jakiegoś badziewia, które nigdy nie obejrzane nawet, powinno znaleźć miejsce u kogoś innego lub w śmietniku.
W ten sposób dużo rzeczy eliminuję z domu na bieżąco, nie zagracają półek, nie zawalają miejsca.
Czystość z dwoma psiakami? Nic trudnego. Jestem zwolenniczką strzyżenia psów. Tak wiem, nie każde można. Ale moje można. Fela ma sierść jak owca. I taką pozostaje przez zimę. Ale na wiosnę, kiedy sierść zaczyna wychodzić i robi się ciepło, Fela idzie pod nóż. Tzn. pod psią golarkę. Zainwestowałam i już mi się zwróciła. Feli, która do najchudszych nie należy, taki stan w upalne lato bardzo odpowiada. Jest jej po prostu chłodno. Maniek ma sierść sztywną, średniej długości. Golarkę wtedy ustawiam na kilka milimetrów i obcinam go na „jeżu”. Chłopak dzięki temu sierści nie gubi no i wygląda na młodszego. Przy tak obciętych psiakach nie straszne mi taplania w naszym kanałku, czy nawet zabłocone kopytka. Z obciętego ciałka wszystko lepiej schnie i łatwiej się wyciera ręcznikiem przed wejściem do mieszkania. Posłania psów i ręczniki są często prane. Same psiaki są kąpane w miarę potrzeb. Uwierzcie mi, że większy bałagan zostawiają moje dzieci, niż psy. A i zapachu psiego w domu nie mam.

Lwy salonowe.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, że powyższe to najczęściej w życie wcielam sama. Innym raczej nie przeszkadza życie w bałaganie. Mimo, że tępię w zarodku. No nie powiem, jakieś tam sukcesy mam. Dzieciaki ścierają kurze w swoich pokojach i odkurzają. A jest co, bo zbieractwo mają po mamusi.









 Po przypomnieniu, odnoszą rzeczy na miejsce. Nie żeby tak od razu. Zawsze musi paść któreś z magicznym słów, których szczerze nienawidzę: ZARAZ, POTEM, ZA PIĘĆ MINUT, PO WIADOMOŚCIACH!
Dużo wody upłynie, zanim dojdziemy do rozejmu w tej kwestii no ale jakieś podstawy do głów wtłoczyłam. W końcu tylko dzięki mojemu pedantyzmowi, wszystko jest na swoim miejscu i rzadko czegoś się szuka.
I tym optymistycznym akcentem kończę. Może któraś z rad się komuś przyda ale pamiętajcie!

  Przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.



Pozdrawiam.

5 komentarzy:

  1. wow jaki porządek, jak tak patrzę to aż wstyd się przyznać co się dzieje u mnie w szafach:) zmotywowałaś mnie:) Pozdrawiam Ala

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę!!! Taki porządek wszędzie!!!
    U mnie paradoksalnie największym bałaganiarzem nie są dzieci, ale ich tatuś... I żadne argumenty nie skutkują... Zawsze mam 3 albo 4 pary jego zabłoconych buciorów na środku salonu :-) Masakra... Kiedyś zrobię zdjęcie jego biurka. Nie wiem jak można pracować w takich warunkach, ale on jakoś się odnajduje w tym. Gorzej jak sprzatnę- wtedy nic nie może znaleźć...
    Podsumowując- ZAZDROSZCZĘ!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknie i czyściutko.Moja mama też jest taka.Ja jestem raczej przeciętna,lubię porządek ,ale do Ciebie mi daleko.Jako dziecko pedantki i na usprawiedliwienie Twoich dzieci muszę powiedzieć: Życie z pedantem jest czasami cieżkie.Uwierz mi.Z tej drugiej str. tez im cieżko.;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej podziwiam Cię za porzadek w garderobie!!! W moich szafach daleko do Twojego porzadku.. Pewne zasady jeśli chodzi o sprzatanie mam podobne...Staram się wszystko odkładać na swoje miejsce, na to tez uczulam chłopaków...Sprzatam też w piatek..ale wszystkiego po południu w piatek nie zrobię, kończę w sobotę...
    I mam taka sama kanapę..tylko w innym obiciu.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Już jutro.... Wesołych Świąt