czwartek, 13 czerwca 2013

Ambitne plany dwa, kiedy je wdrożę, nie wiem nawet ja…

Jako, że nie mogę usiedzieć w miejscu, to w głowie znowu zaświtał plan. A właściwie dwa. Plan zaświtał niejako z potrzeby i zalegających tu i ówdzie dwóch mebelkach. Wdrożenie planu w całości zajmie mi pewnie całe wieki, bo do „fabryki” codziennie na osiem godzin muszę podążać. Ale zbliżają się wakacje, więc samoistnie popołudniami będę miała więcej czasu, gdyż nieletni odciążą mnie pracami naukowymi. Tzn. nie będę musiała ich zaganiać do lekcji i przepytywać:)


Co do pierwszego planu, to muszę skonstruować w warunkach domowych kawałek biura. To niejako potrzeba z racji „byznesu” małża. No gdzieś te papierzyska, pieczątki i inne „biznesowe” duperele przydałoby się trzymać w jednym miejscu. Pisałyście dziewczyny w poście o sprzątaniu, że tak u mnie wszystko poukładane. Dziękuję Wam kochane. Ale chciałabym Was jednak trochę z błędu wyprowadzić. Otóż nie wszędzie jest czysto i poukładane. Oto przedstawiam Wam ówczesne „biuro” małża. 

Szuflandia...

No czegóż tu nie można znaleźć. Nawet jakieś malusieńkiego pluszaczka. Ja z zasady i z powodu zgryzoty, które widoki te u mnie wywołują, staram się do tej szuflady nie zaglądać. Dla Was zrobiłam wyjątek. No cudnie jest, nieprawdaż? 
Dlatego, postanowiłam coś z tym zrobić, bo tego „towaru” wcale nie ubywa a przybywa. Powstanie biura w naszych warunkach lokalowych graniczy z cudem. Może i jest 100 m powierzchni ale co bardziej wierni moi czytelnicy czytali już kiedyś o szalonym konstruktorze naszych miłośniańskich mieszkań. U dzieciaków w pokoju, biura oczywista zrobić nie mogę. W salonie, nie ma gdzie więc zostaje sypialnia. Marzeniem byłoby zrobić je na strychu ale póki co, strych wymaga dużych nakładów finansowych, wiec jeszcze nie teraz.
Ja tu tak o tym biurze i biurze a w rzeczywistości będzie to po prostu biureczko i regalik nad nim. A inspiracją za to mogę obarczyć ten oto mebelek. 



Biureczko będzie stało w jedynym możliwym do tego miejscu i będzie dość ciasnawo ale za to w zimie będzie cieplutko w nóżki:) No jakieś pozytywy muszę znaleźć. Co do diznajnu przyszłego biura, to będzie oczywista w moich biało-przecierkowych klimatach. 
Że to małżowskie biuro, powiadacie, i nie wypada, żeby tak białawo i romantycznie było? Ano, może i małżowskie ale, któż jak nie ja jest małżowską kiepsko płatną, jak nie wręcz darmową sekretarką po godzinach? No któż? Dlatego, będzie po mojemu i basta. A poza tym, może się trochę w tym „biurze” zmieszczę ze swoimi dekupażowymi pierdółkami.
Drugi ambitny plan zainspirowany został tym pięknym stolikiem pod TV. Marnował się przecież, bidulek na strychu. Czas było go wyciągnąć na światło dzienne. 




Cóż, jak stolik pod TV, już mam? Muszę więc zadziałać kompleksowo i zmienić koncepcję ekhm ekhm „zimowego ogrodu”.

No ale, jak wspominałam, zajmie to trochę czasu, więc przez najbliższy czas będę miała o czym pisać na blogu. Póki co, powstało, hmmm….., pierwsze „cóś” do biura. Na pewno się przyda:)

Gdzie niegdzie krzywizny...


Pozdrawiam:)




4 komentarze:

  1. Nie, no puszki REWELACJA :)
    Plan ambitny, trzymam kciuki.
    Buziole z sąsiedztwa, bo wpadłam na chwilę do wawki. Może szybka kawka?

    OdpowiedzUsuń
  2. szafka Ludwiczek - uwielbiam :)
    mój M na biurku ma większy misz-masz hihi jak nie chce posprzątać to mu mówię że to zrobię :D a potem wiadomo ... nic nie znajdzie :)))

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. cóż znaczy jedna szuflada wobec TAKIEGO wysprzątanego mieszkania:)

    OdpowiedzUsuń

Już jutro.... Wesołych Świąt